| Dbaj o czyste ręce (Nie tylko dla CBA) |
|
|
|
| Zdrowe życie |
|
Doskonała funkcjonalność ludzkich rąk pozwala nam na wykonywanie wielu skomplikowanych czynności. W ciągu dnia dotykamy olbrzymiej ilości przedmiotów, a także ludzi i zwierząt. Powierzchnia dłoni wciąż bezpośrednio kontaktuje się z wieloma czynnikami o różnorodnym charakterze chemicznym i mikrobiologicznym. Skóra stanowi siedlisko różnych drobnoustrojów, a oprócz stałej, fizjologicznej flory pojawiają się tu mikroorganizmy pochodzące ze wszystkiego, co dotykamy. Niektóre z nich wywodzą się jednak ze szczepów groźnych dla zdrowia. Szczególne zagrożenie niesie za sobą kontakt z materiałami zakaźnymi, lub osobami zainfekowanymi przez drobnoustroje chorobotwórcze. Niebezpieczne mikroby wykazujące tendencję do zarażania przez kontakt ze skórą chorego przyczyniają się do rozprzestrzeniania wielu chorób zakaźnych. Brudne ręce są przyczyną poważnych dolegliwości min. układu pokarmowego, skóry, zakażeń ran, a także grypy. Przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych badania dotyczące infekcji grypopodobnych wśród skoszarowanych żołnierzy wykazały znacznie mniejszą zachorowalność w grupach, w których wprowadzono obowiązkowo częste mycie rąk. Obecnie ten najbardziej powszedni zabieg sanitarny wydaje się być czynnością oczywistą i stanowi jeden z podstawowych elementów higieny osobistej, jednak jeszcze do niedawna rzecz miała się zupełnie inaczej. ![]() Jürgen Thorwald, historyk medycyny w swojej znakomitej książce „Stulecie chirurgów” opisuje historie wielu odkryć w dziedzinie medycyny, które miały kardynalny wpływ na stan aktualnej wiedzy medycznej. Jednym z bohaterów tego opracowania jest dr Ignacy Semmelweis - chirurg, którego śmiała na owe czasy teoria przyczyniła się do rewolucji w dziedzinie zwalczania zakażeń. Pracując w jednej z wiedeńskich klinik położniczych w XIX w., lekarz ten dowiódł, że dokładne mycie rąk jest najprostszą i jednocześnie niezbędną czynnością znacznie zmniejszającą śmiertelność wśród pacjentów ówczesnych szpitali. Dotychczas medycy nie musieli przestrzegać zasad aseptyki. Nierzadko lekarze tuż po sekcji zwłok operowali, lub badali pacjentów nieświadomie szerząc śmiertelne infekcje. Od dnia 15 maja 1847 roku, kiedy to Semmelweis nakazał wszystkim medykom po wyjściu z prosektorium bezwzględnie myć ręce przed wejściem na sale położnicze, w medycynie rozpoczęła się nowa era. Wprowadzenie obowiązku mycia rąk przed badaniem kolejnych pacjentów przyniosło efekty przekraczające najśmielsze oczekiwania, zmniejszając umieralność pacjentów szpitala kilkakrotnie. Mimo niepodważalnego sukcesu, Semmelweis spotkał się jednak z zagorzałą krytyką ze strony ówczesnego świata medycznego Europy. O ile dziś konieczność zachowania wysokich standardów higieny w ośrodkach medycznych nie budzi niczyich zastrzeżeń, to w tamtych czasach teoria odważnego chirurga spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem, jako hipoteza podważająca niewzruszone od lat filary wiedzy medycznej. Zbawienna praktyka, jaką okazało się mycie rąk przyjmowana była w szpitalach bardzo opornie, jednak po około pół wieku stała się standardem we wszystkich dziewiętnastowiecznych szpitalach. Dziś w XXI wieku o istotności mycia rąk wie każdy i nikt nie podważa znaczenia tej wydawałoby się prozaicznej czynności.. Wszystkie dzieci od najmłodszych lat uczone są częstego stosowania mydła i jest to jeden z podstawowych elementów higieny osobistej. Szczególne rygory i obostrzenia dotyczące czystości rąk pojawiają się w placówkach służby zdrowia. Na podstawie badań mikrobiologicznych określono precyzyjne wymagania dotyczące zabiegu mycia dłoni w poszczególnych sektorach ośrodków medycznych. Ustalone procedury czystości, instrukcje postępowania oraz najwyższej jakości specyfiki przeznaczone do mycia i dezynfekcji skóry dłoni są składnikami systemu mającego na celu minimalizacje zagrożenia rozprzestrzeniania chorób zakaźnych wśród pacjentów oraz personelu medycznego. Niestety mimo znacznego nakładu środków i ogromnego wręcz postępu w medycynie, w praktyce oczywisty i powszechny wydawałoby się obowiązek mycia rąk nie zawsze jest przestrzegany. Szacuje się, że 90% zakażeń szpitalnych ma swoje źródło w braku należytej higieny, a personel medyczny myje i dezynfekuje ręce o połowę rzadziej, niż powinien. W wielu przypadkach wprowadzony ze znacznym nakładem finansowym program dotyczący podwyższenia standardów higieny szwankuje z wyjątkowo prozaicznych powodów. O sile każdego łańcucha zawsze stanowi jego najsłabsze ogniwo. Rękawiczki bywają jednorazowe tylko z nazwy, a zdarza się, że w salach szpitalnych obok szczegółowych instrukcji, nowoczesnych specyfików myjących i dezynfekujących wiszą nieświeże, wilgotne ręczniki, gdyż jednorazowe właśnie się skończyły. Oczywiście niweczy to skutecznie trud całego przedsięwzięcia narażając zarówno pacjentów jak i personel medyczny na groźne powikłania. Na szczęście dzięki szeroko zakrojonym działaniom środowisk medycznych, coraz rzadziej spotykamy się ze zjawiskiem bagatelizowania znanych już w XIX wieku głównych zasad higieny, a bezpośredni kontakt z rękoma medyków w mniejszym stopniu stanowi drogę rozprzestrzeniania się szpitalnych infekcji. |





